Przelom.pl

Oświatowe rzeczy dziwne

  • Data dodania artykułu: 12.03.2012, 09:10, wyświetleń: 3811

Dawno już nie zajmował dziennikarzy „Przełomu” tak tajemniczy temat jak historia zwalniania nauczycieli w trzebińskiej podstawówce numer 4. Podjęcie go nie było inicjatywą naszą, ani nawet bohaterek tej historii. Do zbadania tematu nawoływali reprezentanci środowiska oświatowego czytający nas w internecie, bo finał sprawy wydał im się bardzo niezrozumiały. A że zbliża się czas organizowania pracy szkół na kolejny rok: liczenie godzin dydaktycznych oraz nauczycieli potrzebnych do ich realizacji, a dla niektórych może to być czas wypowiedzeń, warto znać cudze doświadczenia.  

Najkrócej sprawę streszczając: wiosną ubiegłego roku w „czwórce” dwóm nauczycielkom dyrektorka wręczyła wypowiedzenia zmieniające warunki pracy, czyli propozycję obniżenia wymiaru godzin dydaktycznych. Godziny te, jak się później okazało, potrzebne były do uzupełnienia etatu kończącej kadencję na stanowisku tejże dyrektorki. Wypowiedzenia wręczone zostały we właściwym terminie, ale sprawa oparła się o sąd, bo panie, powołując się na stosowne przepisy Karty Nauczyciela (art. 100 i 102), poczuły się jednak pokrzywdzone.

W sądzie doszło do sytuacji kuriozalnej. Pełnomocnik pracodawcy (nowej już dyrektorki) złożył wniosek o oddalenie pozwu nauczycielek w całości, w przekonaniu, że sprawa jest wygrana, natomiast jego mocodawczyni (obecna dyrektorka szkoły) w tym samym sądzie oświadczyła, że w całości pozew przyjmuje, i że przywróci obie panie do pracy. Postawa chwalebna, gdyby nie fakt, iż wydany na podstawie tego oświadczenia wyrok przywracający nauczycielki do pracy na dotychczasowych warunkach, okazał się niewykonalny, gdyż szkoła nie dysponowała dostateczną liczbą godzin. Usatysfakcjonowane ładnie brzmiącą sentencją wyroku (przywrócenie do pracy) nauczycielki, zgodziły się następnie na... obniżenie wymiaru godzin dydaktycznych, a tego przecież dotyczyło wypowiedzenie, które podważały w sądzie. I to kolejne kuriozum, którego dyskutujący na naszym forum czytelnicy nijak zrozumieć nie mogą. 

O sprawach oświatowych dziennikarzom pisze się trudno, a ta trudność bierze się stąd, że środowisko nauczycielskie bardzo często inspiruje nas tematami, żąda informacji, wyjaśnień, ale zawsze czyni to anonimowo. Ułożenie w całość istotnych, choć przeważnie fragmentarycznych sygnałów o nieprawidłowościach, których nauczyciele boją się firmować nazwiskiem, trwa czasem tygodniami. Gorsze jednak od czasu straconego na ustalanie rzeczy oczywistych jest odkrycie prawdy, z której wynika, że walczący o sprawiedliwość nauczyciel podejmuje nagle irracjonalną decyzję (zgadza się na wszystko, byle mieć cokolwiek, mogąc mieć więcej). Tak się stało w SP 4.  

Komentarze: Brak komentarzy do tego artykułu.