Przelom.pl

Mocne wrażenia nad warszawskim lotniskiem

  • Data dodania artykułu: 15.10.2009, 12:54, wyświetleń: 2673

Wczoraj wróciłam z mojej kolejnej w tym roku azjatyckiej podróży. Pełna wrażeń ze Wschodu, gdzie jest obecnie piękna, słoneczna jesień, miałam wylądować o 9.25. na warszawskim Okęciu. Nie od razu się udało.

Załoga Airbusa A 321 rosyjskiego Aerofłotu lecącego z Moskwy, przygotowywała pasażerów do lądowania o czasie uprzedzajac tylko, że w polskiej stolicy jest zimno (1 st. C). Nieliczni Polacy wracający z krajów azjatyckich wybuchnęli śmiechem, bo w Tadżykistanie i czy Kirgistanie mieliśmy przez blisko dwa tygodie w dzień po 20 stopni. Ciepłe kurtki były jednak w pogotowiu.

Samolot zaczął się zniżać. Nie do śmiechu nam jednak było, gdy kapitan oświadczył, że jednak tak szybko nie wylądujemy, bo lotnisko jest zasypane śniegiem, a nad miastem szaleje śnieżna burza. Potem okazało się też, że w Warszawie nie działał system ILS, czyli urządzenie ułatwiające lądowania w trudnych warunkach atmosferycznych. Krążyliśmy zatem ok. 40 minut  nad stolicą czekając aż służby odśnieżą pas do lądowania. To nie są przyjemne chwile dla pasażerów. Czas się dłuży. Stres towarzyszy wszystkim. Spodziwaliśmy się nawet przekierownia na inne lotnisko wiedząc, że paliwa starczy jeszcze na godzinę latania. W końcu Airbus zaczął się zniżać, a my pełni wiary w umiejętności pilotów rosyjskich, spoglądaliśmy w kierunku ziemi.

Lądowanie było trudne, ale się udało. Nad miastem krążyło wtym czasie wiele samolotów. Nie udało się wylądować samolotowi wiązącemu prezydenta Kwaśniewskiego Skończył podróż w Łodzi zamiast w Warszawie. Ja zaś kolejną podniebną przygodę zakonczyłą szczęśliwie.

Problemy ze startem ze stolicy miał tego samego dnia o 16.00 mój "azjatycki" zmiennik, czyli kolega lecący wczoraj przez Moskwę do stolicy Kirgistanu Biszkeku. Poleciał 4 godziny później, ale do celu dotrze dopiero jutro, bo z powodu śnieżycy w Warszawie nie zdążył się w Moskwie przesiąść na drugi samolot. 

Dodam, że ekspres, którym jechałam z Warszawy do Krakowa też dojechał godzinę później. Nie zawiodły za to koleje regionalne, którymi dotarłam przed wieczorem do Trzebini.

PS. O wrażeniach z Azji wkróce.

Komentarze:

alexanderniewielki

Data dodania: 20.10.2009, 11:34

Tak tak, wiem o czym Pani mówi, też miałem podobne doświadczenia, i o ile latać się nie boję, o tyle samo lądowanie do przyjemnych z reguły (mimo że piloci są świetni i "nic nie czuć" podczas lądowania) nie należy. Choć z drugiej strony takie chwilowe uczucie, że akurat w tym momencie jesteśmy zdani w całej rozciągłości na kogoś innego i sami nic nie możemy wskurać, też się przydaje, a mówiąc oględniej - uczy pokory