Przelom.pl

Prywatny inwestor? Tylko przyklasnąć

  • Data dodania artykułu: 16.10.2013, 14:50, wyświetleń: 5752

Trzebińscy samorządowcy debatują nad przyszłością młoszowskiego pałacu. Temat wrzucił im w trybie pilnym starosta, bo obiektu nie chce już ani Uniwersytet Ekonomiczny z Katowic, ani krakowska AGH. Nie chce go wojewoda, ani samorząd powiatowy. Nic dziwnego, bo na jego bieżące utrzymywanie potrzeba 400 tys. zł rocznie.

Wygląda na to, że nikt nie ma na dziś sensownego pomysłu na zagospodarowanie pałacu i jego otoczenia. W tej sytuacji nawet przybliżone określenie kosztów rewitalizacji obiektu jest niemożliwe. Brać go w takiej sytuacji „w ciemno”? To nierozważne. Argument sentymentalistów, żeby się obiektu nie pozbywać, bo to perła ładnie wyglądająca w folderach, zupełnie do mnie nie przemawia. Perła ta na zdjęciach faktycznie wygląda fajnie, ale kto ją zobaczy na własne oczy w postaci niszczejącej, może się czuć oszukany.

Pomysły radnych sugerujące przeniesienie do Młoszowej miejskiej administracji, biblioteki czy TCK, to mrzonki. Państwo radni chyba nie zauważyli, że na utrzymanie gminnej infrastruktury kulturalnej już brakuje pieniędzy. Potrzeba jeszcze jednego utrzymanka?

Wobec takich pomysłów wolałabym, żeby zespół pałacowo-parkowy trafił w prywatne ręce. Tak jak moje ulubione zamki: Mirów i Bobolice. Mirów to wciąż trudna do zrekonstruowania ruina, bo pochodzące z niej kamienie poszły pod budowę drogi. Bobolice już zmieniły się nie do poznania. To właściwie nowy zamek z XIV-wiecznym rodowodem. 320 mkw. powierzchni, 18 pomieszczeń wystawienniczych.

Obydwa zabytki, wraz z 60 ha ziemi pomiędzy nimi, są własnością prywatną. Kupił je senator Jarosław Lasecki do spółki z bratem. Turyści starszego pokolenia, słysząc to, komentują: „kupił za bezcen, a teraz na tym zarabia”. Młodych ten aspekt sprawy wcale nie szokuje. Do Bobolic przyciąga ich w weekendy bogata i dobrze zorganizowana infrastruktura: hotel, restauracje regionalne serwujące m.in. kaczkę boboliczkę i jurajskie pieczonki, ogromne parkingi, zadbane błonia, na których można wypoczywać, stadnina kucyków, świetne drogi dojazdowe, atrakcje dla dzieci. Dość powiedzieć, że już w pierwszym roku po rewitalizacji przez Bobolice przewinęło się ok. 150 tys. turystów, bo ta perła żyje nowym życiem. Nie w folderach, ale w rzeczywistości. Obecni właściciele Bobolic, zanim zaczęli na królewskich dobrach zarabiać, przez 12 lat walczyli z biurokracją, a ściślej mówiąc z konserwatorem zabytków, bo tzw. trwałe ruiny (a jest ich w Polsce jeszcze 450) były przez dziesiątki lat, zwłaszcza za PRL-u, dobrem nienaruszalnym i najwyższym. Faktycznie można je kupić za bezcen, ale już w rewitalizację trzeba włożyć grube miliony. Młoszowski zespół pałacowo-parkowy ma ogromny potencjał. Gdyby trafił mu się taki inwestor jak Bobolicom, to tylko przyklasnąć.

Komentarze: Brak komentarzy do tego artykułu.