Przelom.pl

Kirgiskie dusze

  • Data dodania artykułu: 30.07.2010, 18:27, wyświetleń: 3233

Zobaczyć Issyk-Kul to marzenie turystów i zwykłych mieszkańców targanego dziś wewnętrznymi konfiktami, biednego kraju w Centalnej Azji.

Marszrutka wioząca uczestników dziennikarskiego seminarium 240-kilometrową trasą ze stolicy Kirgistanu Biszkeku do Czolpon-Aty nad wielkim, legendarnym jeziorem Issyk-Kul, pokonała ją w cztery i pół godziny. Można by szybciej, gdyby nie wypełnione towarami ciężarówki jadące z Chin na stołeczne bazary (Oszski i Dordoi). Tych TIR-ów nie sposób wyprzedzać. Podobnie jak stad krów wracających z pastwisk asfaltowymi drogami. Tu potrzebna jest azjatycka cierpliwość.

 

Zobaczyć Issyk-Kul było moim marzeniem. I mimo że w Azji byłam w 2009 roku trzy razy, marzenie spełniło się dopiero w grudniu. Przed drogą miałam solidnego pietra. Zima w Azji niesie wiele niespodzianek. Niedawno doświadczyła tego oficjalna delegacja podkrakowskich Raciechowic zaprzyjaźnionych z Czolpon-Atą. Śnieg i spadające na drogi lawiny uniemożliwiły realizację programu podróży wokół jeziora. Nie udało się im dojechać np. do Karakolu na wschodnim wybrzeżu jeziora, bo zasypało drogi.

 

Ich pierwszy raz

Granicę obwodu Issykkulskiego przekraczaliśmy już po ciemku. Może dzięki temu, stojący tam ludzie z kałasznikowami (żołnierze?) nie zrobili na nas większego wrażenia. - Szukają w samochodach narkotyków, bo rejon Issyk-Kulu to zagłębie uprawy konopi indyjskich. Zabronionej, ale nie do wytępienia – wyjaśnił zanjomy kirgiski dziennikarz, pochodzący z odległego o 1000 km od jeziora miasta Osz.

To jeden z nielicznych uczestników naszego seminarium, którzy kiedykolwiek byli nad wielkim jeziorem. Większość z grupy, podobnie jak ja, jechała tam pierwszy raz w życiu. Ogromnie się wzruszyłam, gdy 65-letni redaktor gazety z południowo-zachodniego Kirgistanu, pierwszy raz w życiu zamoczył w słonej wodzie ręce, odmówił modlitwę, umył twarz, a wieczorem ze łzami w oczach recytował dla nas poemat o wielkim jeziorze, którego nauczył się w dzieciństwie. Trzeba wiedzieć, że Kirgizów nie stać na takie wyprawy. Średnia miesięczna pensja w ich kraju (ok. 60-100 dolarów miesięcznie) mówi sama za siebie.

Najwięcej jest tu turystów z bogatego, ale pozbawionego morza Kazachstanu. W lipcu i sierpniu bywają nad wielkim jeziorem także wyposażeni w solidne plecaki, szukający przygód obywatele krajów UE. Często zapuszczają się w otaczające go góry. Konno lub pieszo. Nie brakuje też Rosjan. Tzw. „nowi Ruscy” oblegają plaże i skacząc ze stateczków kąpią się najchętniej na środku jeziora osiągającego tu ponad 600 m głębokości. Będąc na lekkim rauszu zakłócają ciszę, ale się nie topią, bo uniemożliwia to solidne zasolenie akwenu.

 

Wśród petroglifów i cudów Natury

Nadissykulskie „kurorty” charakteryzują pensjonaty raczej skromne. Pragnący wygód mogą zamieszkać zimą w wypełnionej meblami z orzechowego drewna rezydencji wiecznego prezydenta kraju w Czolpon-Ata. Pokoje wynajmują wtedy za grosze. Rezydencja sąsiaduje z wybudowanym niedawno przez bogatego inwestora z Kazachstanu parkiem świątyń różnych wyznań. Jednak dużo ciekawsze są położone pod gołym niebem w północnej części miasteczka pola pełne petroglifów (rzeźbionych lub pokrytych rysunkami kamieni). To tutaj przed dwoma tysiącami lat czczono Naturę. Można to czynić także współcześnie, siedząc w kamiennym kręgu, mając za plecami wiecznie ośnieżone siedmiotysięczniki potężnych gór Tien-Szan, a przed sobą urocze doliny i mieniący się od strony słonecznej Issyk-Kul. 

Latem jest tam ponoć cudownie. Można się zapuszczać pieszo lub konno w góry i zanocować w tradycyjnej jurcie. To wełniany namiot chroniący przed zimnem nocą. Można też w górach spróbować azjatyckich specjałów. Np. kumysu, napoju z końskiego mleka, nie wiedzieć czemu działającego na organizm, jak alkohol. Na szczęście kaca po kumysie leczy znakomicie inny napój mleczny o nazwie Tan. Nad jeziorem próbowałam również suszonej ryby i baraniego szaszłyka z cebulką. Znakomite.

Kirgizi, z którymi spędziłam nad jeziorem trzy dni, to naród trochę zakompleksiony, ale jak się już otworzą i poczują w cudzoziemcu bratnią duszę, to nie odpuszczą. Pięknie się bawią. Starzy z młodymi. Wykształceni z prostymi. Ci z północy z tymi z oddzielonego górami południa. Potrafią śpiewać i tańczyć do białego rana. Na trzeźwo.

- Życie jest za krótkie, aby tracić go na spanie - przekonywali mnie o czwartej nad ranem.

Bardzo chciałabym jeszcze kiedyś pojechać nad Issyk-Kul na dużej. Koniecznie latem. Szczególnie nad dziki, południowy brzeg jeziora, bliżej najwyższych gór. Nie wiem tylko, czy zdołam kogoś przekonać, aby w takiej podróży zechciał mi towarzyszyć.

Alicja Molenda

 

 

Issyk-Kul („ciepłe jezioro”, zimą temperatura wody nie przekracza tam 18 st. C), drugie na świecie pod względem wielkości, słone, górskie jezioro położone w kotlinie gór Tien-Szan. Leży na wysokości 1608 m npm. Ma 6 tys. kmw. powierzchni, 168 km długości i 58 km szerokości. Jest największą atrakcją turystyczną Kirgistanu. Nad Issyk-Kul prowadzą dwie drogi: północna, właściwie płaska, oraz południowa, biegnąca przez górskie przełęcze, często nieprzejezdna z powodu spadających na nią lawin.

Komentarze: Brak komentarzy do tego artykułu.